kiedy wszystko sie juz uciszylo, uspokoilo, wyszly te dwie trzebiotki rozanielone. po odbytej z nimi rozmowie (w sumie to moja pierwsza rozmowa z Kim) okazalo sie, ze dziewczeta poznaly sie wlasnie wczoraj w klubie dlatego Aldona tak szybko
wyszla.co lepsze, stwierdzila ze nie rusza sie nigdzie, zakochala sie na zaboj i chce zostac z Kim tutaj. SPADŁAM Z KRZESLA - ALE SPOKO. poawanturowalysmy sie troche, Aldona dostala odemnie w twarz -( paskudnie sie z tym czuje)
kiedy zaczelam sie pakowac weszla do mnie do pokoju i chciala porozmawiac. nie mialam ochoty, rzucilam w nia butem. rozplakala sie.
kiedy wychodzilam z torba zatrzymala mnie w drzwiach, przelamalam sie u usiadlam by spokojnie porozmawiac
okazalo sie ze Aldona miala raka
a jakis rok tam wygrala z nim walke, teraz ceni zycie dwa razy mocniej niz kiedys i chce z niego czerpac same korzysci.
co teraz?
co z Holandia?
zostane jeszcze dzisiaj na noc, przemysle co robic, czy wracac do domu? t miala byc przygoda zycia a teraz okazuje sie ze nie mam pieniedzy nawet na bilet powrotny! mam echo w portwelu.
Kim zaprosila dzisiaj swoich znajomych na impreze, chce zebysmy poznaly jej przyjaciol. impreza? znowu? i tak juz latam dobrze naczochrana, ide w pizdu gdzies sie poblakac po miescie, nie mam ochoty siedziec w domu. ani troche.
-
Vashburni:
-
fikcyjna24:
Pokaż wszystkie (2) ›